foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

Jesteś tutaj:

Przylot Mi-6 n/b 670 do Łodzi

 

 24 kwietnia 2020 roku upłynęło 28 lat od chwili, gdy na łódzkim lotnisku wylądował największy śmigłowiec transportowy, który służył pod znakiem „Biało-czerwonej szachownicy”. Mi-6A, bo o tym śmigłowcu mówimy, numer taktyczny 670, był jedną z trzech maszyn, które od 1986 roku zostały przejęte przez 37. Pułk Śmigłowców Transportowych stacjonujący w Leźnicy Wielkiej. Zanim śmigłowiec trafił do wojska, razem z pozostałą dwójką był eksploatowany przez przedsiębiorstwo śmigłowcowych robót budowlano – montażowych przy Wytwórni Urządzeń Instalacji Przemysłowych „Instal” z Nasielska.

014 Mi 6A fotWHoy

 Trójka „polskich” ciężkich śmigłowców została wyprodukowana pomiędzy 1974 – a 1979 rokiem. Nasz bohater został prawdopodobnie wyprodukowany w marcu 1978 roku, by już w czerwcu tego samego roku zostać wpisany do polskiego rejestru statków powietrznych pod znakami SP-ITB. Śmigłowce typu Mi-6A były eksploatowane przez firmy „Instal” (dwie sztuki: SP-ITA i SP-ITC) i „Elbub” (jeden śmigłowiec SP-ITB) do końca 1985 roku. Powodem zakończenia eksploatacji w „cywilu” był postępujący kryzys gospodarczy oraz wysokie koszty utrzymania śmigłowców (maszyny zbliżały się do końca okresu między-remontowego, co wiązało się z koniecznością przeprowadzenia ich remontów głównych za wschodnią granicą).

Mi 6A SP ITA 1qq

 

 W zaistniałej sytuacji, w styczniu 1986 roku wszystkie śmigłowce przejęło wojsko i rozpoczęło ich użytkowanie w 37. PŚT w Leźnicy Wielkiej koło Łęczycy. Jednak i tu śmigłowce nie zagościły na długo. Ich eksploatacja w lotnictwie wojska polskiego została zakończona wg niektórych danych w sierpniu 1990 roku. Śmigłowce n/b 063 (rej cyw. SP-ITA) oraz n/b 671 (rej. cyw. SP-ITC) zostały sprzedane na Ukrainę. Natomiast maszyna n/b 670, ze względu na zbliżający się kolejny remont główny została w kraju z przeznaczeniem jako eksponat muzealny. Przyczyną tak szybkiego zakończenia eksploatacji Mi-6 w siłach powietrznych RP, jak „wieść gminna niesie”, były pogorszające się stosunki z Rosjanami, którzy do 1991 roku stacjonowali w wielu garnizonach na terenie Polski. Jedną z takich jednostek był 688. Samodzielny Pułk Śmigłowców Transportowych z Legnicy, na wyposażeniu którego były m.in. śmigłowce Mi-6. To Rosjanie z tego pułku zapewniali serwis i części zamienne do naszych Mi-6. W chwili, gdy Prezydent RP L. Wałęsa nakazał powrót Rosjanom do „macierzy”, wykorzystanie taktyczne tak kosztownych i trudnych w utrzymaniu śmigłowców stało się nieopłacalne. Tym samym zakończyła się prawie szesnastoletnia „kariera” Mi-6A w lotnictwie polskim – cywilnym i wojskowym. Nasze Mi-6 brały udział w wielu pracach dźwigowo-montażowych, z których jedną z głośniejszych i widowiskowych był transport w 1976 roku pomnika króla Władysława Jagiełły, który przebył drogę z Gliwic do Krakowa podwieszony pod śmigłowiec i został postawiony na przygotowanym cokole Pomnika Grunwaldzkiego. Transport pomnika do Krakowa oraz jego montaż, relacjonowany na żywo w TVP, wykonano śmigłowcem o rej. SP-ITA, pierwszym śmigłowcem typu Mi-6 jaki został wpisany do rejestru cywilnych statków powietrznych PRL.

Mi 6A SP ITA Jagielloqqqq

 A teraz wróćmy do 24 kwietnia 1992 roku, kiedy to załoga Mi-6A w składzie: d-ca 37. PŚT ppłk pilot Jerzy TOLALA – I pilot, mjr pilot Andrzej STUDZIANNY – II pilot oraz chor. sztab. Grzegorz BOCZKOWSKI – technik pokładowy wykonała ostatni lot po trasie Leźnica Wielka (lotnisko 37. PŚT) – Łódź Lublinek w celu przebazowania śmigłowca do prywatnej kolekcji samolotów i śmigłowców, której właścicielem był śp. Jerzy Lewandowski, a która mieściła się na terenie przyległym do lotniska przy ulicy Pilskiej. Tu również wypadałoby przytoczyć pewien fakt – pierwotnie transportowy Mi-6 miał trafić do Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Jednak „siły wyższe” sprawiły, że trafił do Łodzi. Czy prawdą jest, że po inspekcji terenów krakowskiego muzeum, „szarża” z Warszawy stwierdziła, że brak tam miejsca dla kolosa w postaci Mi-6? Trudno obecnie stwierdzić. Faktem jest, że przez 23 lata śmigłowiec był prezentowany w Łodzi.

31540001

 Przylot Mi-6 n/b 670 do Łodzi tak wspomina pasjonat lotnictwa, fotoreporter oraz autor wielu tekstów i książek traktujących o historii i współczesnym lotnictwie Torunianin – Miłosz RUSIECKI, który był wtedy na Lublinku z przyjaciółmi.

Oddajmy głos koledze Miłoszowi: „- Do Łodzi wybierałem się z kolegą w zupełnie innym celu, choć wizyta na Lublinku była jak najbardziej w planach. Jednak już dzień wcześniej mój serdeczny łódzki kumpel, niezrównany przewodnik i gawędziarz, szybownik, pasjonat lotnictwa ze szczególnym uwzględnieniem US Naval Aviation ery śmigłowej, architekt, pracownik Politechniki Łódzkiej śp. Piotr Gawłowski uprzedził mnie, że na lotnisku możemy spodziewać się czegoś specjalnego.

Co ciekawe, 28 lat temu też był to piątek. Gdy Piotr podwiózł nas swoim samochodem na lotnisko, dało się zauważyć, że coś „wisi w powietrzu”. Przy znajdującej się na skraju lotniska od strony WZL-1 prywatnej kolekcji lotniczej znanej od nazwiska właściciela jako „kolekcja p. Lewandowskiego” kręciło się kilka zaaferowanych osób, a brama pomiędzy terenem „muzeum” a płytą lotniska była otwarta.

- Przyleci Mi-6, dostaliśmy go od wojska. Już lecą – poinformował nas jeden z obecnych. Rzeczywiście, po niedługim czasie dał się słyszeć charakterystyczny basowy pomruk dwóch turbin Sołowiewa D-25W. „Szóstki” słynęły z tego, że słyszało się je na długo przedtem, nim można je było zobaczyć, ale w końcu charakterystyczne cygaro z belką ogonową pojawiło się na północnym horyzoncie. Ogromny wirnik obracał się zdumiewająco powoli, wydawało się, że można sobie wybrać jedną z łopat i podążać za nią wzrokiem. Za olbrzymem leciał Mi-8T (nr 642), jakże mały w porównaniu z „bratem” wagi ciężkiej.

31480036

 Niestety, na ten lot zabrano stosunkowo niewiele paliwa, dlatego gigant nie wykonał żadnego pożegnalno-powitalnego przelotu, tylko z drugiego zakrętu wyszedł na prostą od zachodniego krańca pasa i wylądował metodą samolotową. Następnie powoli podkołował pod ogrodzenie „muzeum”. Silniki ucichły, wirnik zmniejszał obroty, końcówki łopat opadały. Nagle ktoś z obecny zauważył, że łopaty sięgają ponad ogrodzeniem nad teren kolekcji, a któraś z nich za moment uderzy w statecznik najbliższego Lima. - Nie hamuj! – wrzasnął ktoś do pilota. Chodziło o to, żeby nie zatrzymać wirnika hamulcem i zyskać w ten sposób kilka minut na uniknięcie nadciągającej stłuczki. Kilku ludzi rzuciło się do Lima, pchnęli za skrzydła i kadłub. Samolot potoczył się po ziemi, odsuwając się od zagrożenia.

31480031

31480033

Potem już wszystko potoczyło się normalnie. Załoga wysiadła, wkrótce potem odleciała „Ósemką” do Leźnicy. Jedyne, co nie wyszło, to nie udało się namówić ich na wspólne pamiątkowe zdjęcie. Zostaliśmy na miejscu jeszcze trochę, w końcu jednak musieliśmy się zbierać do miasta. Jak ogromny eksponat został wtoczony na teren ekspozycji, tego już nie widziałem. Dalsze losy „670” znane są wszystkim.” - to tyle z relacji kolegi Miłosza z tego pamiętnego przylotu.

  A dalsze losy Mi-6 n/b 670 przebiegały różnie. Śmigłowiec był, jako największy eksponat ozdobą kolekcji, którą w czasie dni otwartych odwiedzały tłumy Łodzian. Jednak po śmierci właściciela samoloty i śmigłowce stojące przy ul. Pilskiej coraz bardziej popadały w zaniedbanie, aż większość z nich wróciła do „właścicieli” czyli wojska i stała się częścią Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie. Ostatecznie Mi-6 n/b 670, jako jeden z ostatnich eksponatów największej w latach 90tych ubiegłego wieku prywatnej lotniczej ekspozycji muzealnej w Polsce, opuścił Łódź w listopadzie 2015 roku, udając się w podrów tym razem transportem kołowym do Dęblina.

  Tam nasza Mi-6, obok którego prezentuje się pierwszy typ seryjnie produkowanego śmigłowca konstrukcji M.L. Mila, czyli malutki Mi-1, jest ozdobą wystawy plenerowej, a stojąc przed wejściem na teren Muzeum Sił Powietrznych zachęca do zwiedzania licznie prezentowanych w nim eksponatów.

 

Zdjęcia nie sygnowane: Andrzej Amerski, Andrzej Wrona